Wybierz kraj dostawy przesyłki

Top 10 albumów, które zdefiniowały synth-pop lat 80.

25.08.2026
6 min czytania
Monika Lužová
Syntezator długo był luksusem. W latach sześćdziesiątych zajmował całą ścianę studia i kosztował jak samochód. Potem zmalał, staniał, a na początku lat osiemdziesiątych zdobył go nawet zespół bez pieniędzy. To dziesięć albumów, na których stoi synth-pop lat 80. Żadnego nie powinno ci brakować w domu.
Top 10 albumów, które zdefiniowały synth-pop lat 80.

Syntezator długo był luksusem. W latach sześćdziesiątych zajmował całą ścianę studia i kosztował jak samochód. Potem zmalał, staniał, a na początku lat osiemdziesiątych zdobył go nawet zespół bez pieniędzy. Kraftwerk zdążyli już pokazać, co da się z nim zrobić. Resztę dekady przejęły automaty perkusyjne i jeden dobry refren. To dziesięć albumów, na których stoi synth-pop lat 80. Żadnego z nich nie powinno ci brakować w domu.

10. Yello – Stella (1985)

Dwóch Szwajcarów, którzy nawet nie udawali muzyków. Boris Blank nigdy nie studiował muzyki i kleił utwory z tysięcy dźwięków, które sam nagrał do własnego archiwum. Dieter Meier obok niego nie śpiewał, tylko mówił, jakby ci coś szeptał do ucha.


Oh Yeah znasz nawet wtedy, gdy o Yello nigdy nie słyszałeś. Te dwa słowa pojawiają się zawsze, gdy w filmie ma nastąpić coś drogiego albo nieprzyzwoitego, pierwszy raz w Wolnym dniu pana Ferrisa. Vicious Games i Desire to dowód, że album nie jest tylko jednym żartem.


Fun fact:Meier był zawodowym pokerzystą, grał w golfa dla Szwajcarii i pisał opowiadania. Do studia przychodził jak artysta plastyk, który znalazł nowy materiał.

9. Yazoo – Upstairs at Eric's (1982)

Vince Clarke napisał Depeche Mode pierwsze hity, a potem odszedł z zespołu w najlepszym momencie. Nie chciał sławy, chciał komponować. Dał ogłoszenie do gazety i odpowiedziała mu Alison Moyet, koleżanka ze szkoły w Basildon z głosem bluesowej wokalistki.


To połączenie nie miało działać. Jego maszyny są zimne, jej głos nie. Only You, Don't Go i Situation do dziś brzmią jak instrukcja, jak zrobić z tego pop. Yazoo wytrzymali dwa albumy i rozstali się na szczycie, a Clarke założył potem Erasure.


Fun fact: Rok później Flying Pickets nagrali Only You a cappella i zrobili z niej brytyjską świąteczną jedynkę. Clarke nie musiał kiwnąć palcem i miał najlepsze święta w karierze.

8. Alphaville – Forever Young (1984)

Marian Gold i jego dwóch kolegów chcieli robić muzykę, która brzmi jak europejskie kino. Dlatego ich debiut nie jest tylko taneczny, jest też smutny i trochę patetyczny. Nawet nazwę zespołu wzięli z filmu, konkretnie od Jeana-Luca Godarda.


Big in Japan i Sounds Like a Melody to letnie hity, ale Alphaville trzyma w kupie utwór tytułowy. Forever Young jest wolna i patetyczna i właśnie dlatego dwadzieścia lat później zaczęto ją grać na studniówkach i na pogrzebach na całym świecie.


Fun fact:Big in Japan nie jest o sławie. Jest o parze uzależnionej od heroiny przy berlińskiej stacji Zoo, która wmawia sobie, że kiedyś będzie gdzie indziej.

7. New Order – Power, Corruption & Lies (1983)

Kiedy zmarł Ian Curtis, Joy Division przestali istnieć z dnia na dzień. Trzech pozostałych mogło grać to samo dalej. Zamiast tego kupili sekwencer i automat perkusyjny i uczyli się ich obsługi na żywo, choć na początku sypało się to na koncertach.


To pierwszy album, który jest w całości ich. Age of Consent i Your Silent Face brzmią jak smutek, do którego da się tańczyć. W tym samym roku poza albumem wyszła Blue Monday, dwunastka, która połączyła dyskotekę z rockiem i jest najlepiej sprzedającym się singlem 12 cali w historii.


Fun fact:Peter Saville zaprojektował okładkę Blue Monday jako dużą dyskietkę z wykrojami. Produkcja kosztowała więcej, niż singiel zarabiał, więc każdy sprzedany egzemplarz przynosił wytwórni Factory stratę.

6. Eurythmics – Sweet Dreams (Are Made of This) (1983)

Annie Lennox i Dave Stewart byli wcześniej parą i zespołem, i rozpadło się jedno i drugie. Zostały im długi i ośmiośladowy magnetofon w małym studiu nad fabryką. Nie mieli nic do stracenia, więc przestali pilnować dobrego smaku.


Ten najbardziej znany riff nie jest gitarą ani basem, to syntezator. Sweet Dreams, Love Is a Stranger i Here Comes the Rain Again zrobiły z nich światowy duet w ciągu roku. Lennox obcięła do tego włosy na krótko, pofarbowała je na pomarańczowo i włożyła męski garnitur.


Fun fact: W klipie do Sweet Dreams po sali konferencyjnej spaceruje krowa. Wstawili ją tam, żeby wideo nie wyglądało jak zwykły popowy klip, i wyszło.

5. a-ha – Hunting High and Low (1985)

Trzech Norwegów przeniosło się do Londynu, gdzie spali w sali prób i oszczędzali na jedzeniu. Mieli jeden utwór, na który nikt nie stawiał. Nagrali go trzy razy, dwa razy przepadł, a dopiero trzecia wersja dostała teledysk, który zmienił wszystko.


Klawiszowy riff Take On Me napisał Magne Furuholmen jako piętnastolatek i grał go na Rolandzie Juno-60. Morten Harket dodał do tego falset, którego nie da się zapomnieć. The Sun Always Shines on T.V. i Hunting High and Low dowiodły potem, że to nie zespół na jeden hit.


Fun fact: Teledysk z rysowanymi postaciami powstał techniką rysowania wprost na poszczególnych klatkach filmu. Zajęło to cztery miesiące, przyniosło sześć nagród MTV i wyniosło utwór na pierwsze miejsce w USA.

4. Tears for Fears – Songs from the Big Chair (1985)

Roland Orzabal i Curt Smith znali się od trzynastego roku życia i obaj wyrastali bez ojca. Pierwszy album Tears for Fears oparli na terapii i złości. Na drugim zdecydowali, że ma brzmieć wielko, i dodali żywą perkusję, solówki gitarowe oraz orkiestrowe plamy.


Shout nie jest piosenką o krzyczeniu na kogoś, ale o tym, żeby nie dać się uciszyć. Everybody Wants to Rule the World i Head Over Heels zdobyły potem Amerykę i zrobiły z dwóch chłopców z Bath zespół stadionowy.


Fun fact:Everybody Wants to Rule the World powstała jako ostatnia i Orzabal najpierw nie chciał jej na albumie, wydawała mu się zbyt lekka. Dziś to ich najczęściej grany utwór. Tytuł albumu pochodzi z filmu o pacjentce, która czuła się bezpiecznie tylko w fotelu terapeuty.

3. Pet Shop Boys – Actually (1987)

Neil Tennant pisał do muzycznego magazynu Smash Hits, a Chrisa Lowe'a spotkał przypadkiem w sklepie z elektroniką. Okazało się, że chcą tego samego. Muzyki tanecznej z tekstami o pieniądzach, klasach i o Londynie, który w latach osiemdziesiątych zmieniał się w twarde miejsce.


It's a Sin to najbardziej dramatyczny singiel popowy dekady, w którym Tennant rozlicza się z katolicką szkołą. Rent to najzimniejsza ballada o tym, że ktoś kogoś utrzymuje. What Have I Done to Deserve This? zaśpiewali z Dusty Springfield i przywrócili ją tym na świecznik.


Fun fact: Na okładce Tennant zieje. To nie była nuda, ale dokładnie ta drwina z popowej hipokryzji, na której Pet Shop Boys zbudowali karierę.

2. Kraftwerk – Computer World (1981)

Kraftwerk z Düsseldorfu robili muzykę o rzeczach, o których nikt nie śpiewał. O danych, o liczbach i o tym, że kiedyś będziemy mieć komputer w domu. Ralf Hütter i Florian Schneider w studiu Kling Klang budowali własne instrumenty, bo kupione im nie wystarczały.


Computer Love ma melodię, którą dwadzieścia lat później legalnie wypożyczył od nich Coldplay do utworu Talk. Rytm z Numbers rozebrali z kolei amerykańscy producenci i zbudowali na nim electro oraz hip hop. Kto chce zobaczyć, gdzie to się zaczęło, niech puści też The Man-Machine z 1978 roku.


Fun fact:Pocket Calculator nagrali po angielsku, niemiecku, francusku i japońsku. Na koncertach zespół grał ją na prawdziwych kalkulatorach kieszonkowych i zabawkowych klawiszach, które wnosił na scenę w walizeczkach.

1. Depeche Mode – Music for the Masses (1987)

Depeche Mode zaczynali jako słodki zespół dla nastolatków, a hity pisał im Vince Clarke. Kiedy odszedł, pisanie przejął Martin Gore i zaczął ciągnąć brzmienie w ciemność. Szósty album to moment, w którym z popowego zespołu zrobiło się coś większego i poważniejszego.


Never Let Me Down Again otwiera album riffem, który brzmi jak lawina, i do dziś grają go na koncertach jak hymn. Strangelove i Behind the Wheel dodały elegancji i napięcia. Głos Dave'a Gahana dorósł tymczasem do rejestru, którego publiczność oczekuje od niego do dziś.


Fun fact: Tytuł miał być żartem, zespół myślał, że dla masy nigdy nie będzie. Trasa skończyła się na kalifornijskim stadionie Rose Bowl przed ponad sześćdziesięcioma tysiącami ludzi. Zapis wyszedł jako film 101, bo to był sto pierwszy koncert trasy.

Lata 80. grają dalej

Synth-pop nigdy nie zniknął, tylko się przeniósł. Klasyki wychodzą w remasterowanych reedycjach na płytach LP i CD, a do tego samego brzmienia wraca synthwave. Jeśli chcesz pójść głębiej, puść Human League, Soft Cell, Gary'ego Numana, Ultravox i Simple Minds. Pionierów znajdziesz u Jeana-Michela Jarre'a, Giorgia Morodera, Tangerine Dream i Vangelisa.


To brzmienie zbudujesz dziś też u siebie. Zajrzyj na syntezatory i na analogowe reedycje klasyki od Rolanda, Korga i Behringera. Rytm załatwi groovebox, w podróż wystarczy kieszonkowy syntezator. Płyty puść z gramofonu, dostrój słuchawkami, a resztę dorób merchem. Poprzedni odcinek serii mamy o nu metalu.


Źródło zdjęcia: Wikipedia, Shutterstock

Synth Pop - Płyty winylowe

Towar muzyczny