10 albumów, które zdefiniowały nu metal
Na przełomie tysiącleci światem zawładnął gatunek, który połączył ciężkie riffy z siedmiostrunowych gitar, hip-hopowy rap, funkowy bas i didżejskie scratche. Nu metal był głośny, szczery i wściekły i zdefiniował całe pokolenie. Wybraliśmy 10 albumów, bez których gatunek nie byłby tym, czym jest, i opowiadamy historię każdego z nich.
Na przełomie tysiącleci światem zawładnął gatunek, który połączył ciężkie riffy z siedmiostrunowych gitar, hip-hopowy rap, funkowy bas i didżejskie scratche. Nu metal był głośny, szczery i wściekły i zdefiniował całe pokolenie. Wybraliśmy 10 albumów, bez których gatunek nie byłby tym, czym jest, i opowiadamy historię każdego z nich.
1. Korn – Korn (1994)
Debiut zespołu Korn z Bakersfield w Kalifornii to godzina zero nu metalu. Producent Ross Robinson, do dziś nazywany ojcem chrzestnym gatunku, wydobył z zespołu surową emocję, jakiej metal wcześniej nie znał, a wokalista Jonathan Davis przelał w teksty własną traumę.
Siedmiostrunowe gitary, głębokie obniżenie stroju i slapowy bas Fieldy'ego stworzyły brzmienie, które potem kopiowali wszyscy. Blind i Shoots and Ladders, w której Davis śpiewa na tle dziecięcych wyliczanek, stały się wzorcem całego gatunku, a album bezpośrednio zainspirował Slipknot i Limp Bizkit.
Ciekawostka: Przed zespołem Davis pracował jako asystent w kostnicy, a na płycie gra też na dudach, które później stały się jego znakiem rozpoznawczym. Album pokrył się platyną dopiero po latach koncertowania, czysto siłą fanów.

2. Deftones – White Pony (2000)
Jeśli większość nu metalu jest o agresji, Deftones na swoim trzecim albumie pokazali jego artystyczną, senną stronę. Chino Moreno połączył ciężkie brzmienie z shoegaze i atmosferycznymi płaszczyznami i powstał album, który przerósł gatunek.
Elite przyniósł zespołowi Grammy, Change (In the House of Flies) stał się niespodziewanym hitem, a Passenger z gościnnym udziałem Maynarda Jamesa Keenana z Tool należy do klejnotów epoki. Zespół nigdy nie znosił jednak łatki nu metalu.
Ciekawostka: Wytwórnia dodała później do albumu bardziej komercyjny utwór Back to School, który fani i sam zespół do dziś traktują jak ciało obce. Krytycy uważają dziś album za szczyt gatunku.

3. Slipknot – Slipknot (1999)
Dziewięciu członków w maskach i kombinezonach z Iowy przyniosło na debiucie najbardziej ekstremalną formę gatunku. Slipknot pod okiem producenta Rossa Robinsona połączyli deathmetalową brutalność, trzech perkusjonistów i totalny chaos.
Wait and Bleed, Spit It Out i Surfacing uczyniły z nich fenomen, a album pokrył się platyną mimo bezkompromisowej ciężkości. Każdy członek miał swój numer od zera do ósemki i własną, ręcznie robioną maskę.
Ciekawostka: Część perkusji na albumie powstała z walenia w beczki po piwie i metalowy złom, a wspólny pobyt zespołu w studiu według legend nieraz zmieniał się w bójkę.

4. Linkin Park – Hybrid Theory (2000)
Żaden album nie zaniósł nu metalu do tylu ludzi co debiut Linkin Park. Połączenie rapu Mike'a Shinody i melodyjnego, kruchego głosu Chestera Benningtona z elektroniką i ciężkimi gitarami stworzyło formułę, która dotarła do milionów.
Album stał się najlepiej sprzedającym się debiutem swoich czasów, w USA przekroczył dziesięć milionów egzemplarzy, a hity One Step Closer, Crawling i In the End brzmią do dziś. Crawling przyniósł zespołowi Grammy.
Ciekawostka: Zespół nazywał się pierwotnie Hybrid Theory, tak jak album, ale musieli zmienić nazwę. Zainspirowali się parkiem Lincoln Park w Santa Monice, który przepisali na Linkin, by zdobyć domenę.

5. System of a Down – Toxicity (2001)
System of a Down byli w gatunku zupełnym ewenementem. Ormiańsko-amerykański kwartet pod wodzą producenta Ricka Rubina połączył ciężkie riffy z folkowymi melodiami, nieregularnym metrum i ostrymi tekstami politycznymi.
Album wystrzelił na pierwsze miejsce amerykańskiej listy, a hity Chop Suey!, Toxicity i Aerials stały się nieśmiertelne. Zespół nigdy nikogo nie kopiował, a jego mieszanka krzyku, śpiewu i ormiańskich melodii nie brzmiała jak nic innego.
Ciekawostka: Album ukazał się zaledwie tydzień przed zamachami z 11 września, a utwór Chop Suey! pierwotnie nosił tytuł Suicide, ale nazwę trzeba było zmienić przed wydaniem.

6. Limp Bizkit – Significant Other (1999)
Szczyt fali rap-metalu nosi podpis Limp Bizkit. Frontman Fred Durst i gitarzysta Wes Borland swoim drugim albumem zajęli pierwsze miejsce Billboardu i zdefiniowali brzmienie końca lat 90.
Album wygenerował hity Nookie i Re-Arranged oraz współpracę N 2 Gether Now z Method Manem. O różnorodność zadbali goście tacy jak Scott Weiland czy Les Claypool, a za gramofonami stał DJ Lethal z House of Pain.
Ciekawostka: Gitarzysta Wes Borland występował w maskach, kostiumach i z pomalowanym ciałem, w tym w czarnych soczewkach kontaktowych, zmieniając koncerty w dziwaczny teatr.

7. Sepultura – Roots (1996)
Brazylijska Sepultura może nie jest czystym nu metalem, ale jej szósty album głęboko wpłynął na gatunek. Producent Ross Robinson i zespół wokół Maxa Cavalery zestroili gitary do samego dołu i zbudowali brzmienie na ciężkim groove i plemiennych bębnach.
Album z Roots Bloody Roots i Ratamahatta pokazał, jaką siłę ma powolny, walący riff połączony z rdzennym rytmem. Na płycie gościnnie występują Mike Patton z Faith No More i DJ Lethal z House of Pain.
Ciekawostka: Zespół wyruszył w głąb dżungli i utwór Itsári nagrał bezpośrednio z rdzennym plemieniem Xavante. Max Cavalera opuścił zespół krótko po wydaniu albumu.

8. Papa Roach – Infest (2000)
Debiut Papa Roach to podręcznikowy przykład tego, jak jeden utwór potrafi zmienić wszystko. Singel Last Resort stał się hymnem całego pokolenia i do dziś należy do najbardziej znanych utworów gatunku.
Album z rapem Jacoby'ego Shaddixa i chwytliwymi refrenami zdobył w USA potrójną platynę i przeniósł zespół z małych klubów prosto na duże sceny. To pokaz przystępnego, radiowego skrzydła nu metalu.
Ciekawostka: Nazwa i logo zespołu nawiązują do karaluchów, a Last Resort powstał na kanwie prawdziwej historii przyjaciela, który próbował odebrać sobie życie.

9. Static-X – Wisconsin Death Trip (1999)
Static-X wnieśli do gatunku industrialną, taneczną energię, którą frontman Wayne Static sam nazywał evil disco. Ich debiut opiera się na maszynowym rytmie, elektronice i ostrych, siekanych riffach.
Album z Push It i I'm with Stupid pokrył się platyną i poszerzył granice tego, czym może być nu metal. Wayne Static ze swoją postawioną pionowo fryzurą stał się natychmiast rozpoznawalną ikoną epoki.
Ciekawostka: Zespół zapożyczył tytuł albumu z książki o tym samym tytule, opisującej ponure wydarzenia w Wisconsin z końca XIX wieku.

10. Coal Chamber – Coal Chamber (1997)
Debiut zespołu Coal Chamber wniósł do gatunku mroczną, gotycką stronę, którą fani nazywali spookycore. Frontman Dez Fafara połączył ciężkie brzmienie z ponurą atmosferą i wyrazistą wizualnością.
Utwór Loco stał się hitem, a album pomógł gatunkowi rozprzestrzenić się w mroczniejsze i bardziej alternatywne rejony. Dez Fafara później założył odnoszący sukcesy metalowy DevilDriver.
Ciekawostka: Zespół wzięła pod swoje skrzydła Sharon Osbourne, a Coal Chamber stali się później stałymi gośćmi festiwalu Ozzfest, któremu patronował Ozzy Osbourne.

Nu metal wraca, zostań fanem
Nu metal wrócił. Nowe pokolenie odkrywa jego surową energię, zespoły wracają na sceny, a klasyczne albumy znów ukazują się na winylu i CD. To gatunek, który nie bał się być głośny, szczery i wściekły i właśnie dlatego brzmi do dziś tak świeżo.
Jeśli cię wciągnął, zostań fanem na całego. Posłuchaj legend Korn, Deftones, Slipknot czy Linkin Park tak, jak mają brzmieć, i uzupełnij kolekcję o merch swoich ulubieńców. Nu metalu najlepiej słucha się głośno i z dumą.