Wybierz kraj dostawy przesyłki

Top 10 albumów, które zdefiniowały punk lat 70.

09.09.2026
7 min czytania
Monika Lužová
Punk nie powstał w studiu ani w konserwatorium. Powstał w obskurnym barze na Bowery i w londyńskich salach prób, gdzie nikt nie umiał porządnie grać. Oto dziesięć albumów, które zrobiły z tego gatunek.
Top 10 albumów, które zdefiniowały punk lat 70.
Punk nie zaczął się od manifestu. Zaczął się od niecierpliwości. Kilka osób przestało czekać, aż ktoś wpuści ich na scenę, i zbudowało własną.


Dosłownie. W marcu 1974 roku jeden nowojorski zespół dostał zgodę na granie w obskurnym barze na Bowery i scenę musiał sklecić sam. Zespół nazywał się Television, bar nazywał się CBGB, a z ich niedzielnych koncertów wyrosła cała amerykańska scena. Dwa lata później to samo działo się w Londynie. Na pierwszych koncertach Sex Pistols stało kilkadziesiąt osób i spora ich część miała w ciągu pół roku własny zespół.


Technicznie punk był krokiem wstecz i dokładnie o to chodziło. Zamiast dziesięciominutowych utworów dwie minuty. Zamiast solowych czarów trzy akordy na taniej gitarze elektrycznej i mały wzmacniacz podkręcony do oporu. Bas nie grał linii melodycznych, grał ósemki. Perkusja trzymała tempo i więcej się od niej nie chciało. Nagrywano szybko, bo na długie sesje studyjne nie było pieniędzy, i właśnie wtedy okazało się, że w tydzień da się zrobić płytę, która wytrzyma pięćdziesiąt lat.


Wybraliśmy dziesięć albumów, na których punk lat siedemdziesiątych naprawdę stoi. Idziemy od dziesiątego miejsca do pierwszego, więc to najmocniejsze czeka na ciebie na końcu. Wszystkie znajdziesz na płytach LP i na CD.


10. New York Dolls – New York Dolls (1973)

Zanim punk zaczął nazywać się punkiem, grali New York Dolls. Pięciu chłopa na wysokich obcasach, którzy robili rock and rolla tak głośno i niechlujnie, że nie dało się tego nigdzie indziej wcisnąć. Debiut wyszedł im 27 lipca 1973 roku w wytwórni Mercury. W studiu Record Plant nagrali go w osiem dni, a zmiksowany był w pół dnia. Produkował go Todd Rundgren, który uważał zespół za amatorów, i może właśnie dlatego na płycie zostało wszystko dokładnie tak, jak grali na żywo.


Personality Crisis, Trash i Jet Boy brzmią jak Rolling Stones, których ktoś przez tydzień nie puścił spać. Gitary Johnny'ego Thundersa i Sylvaina Sylvaina przekrzykują się nawzajem, David Johansen śpiewa, jakby intonacja była problemem kogoś innego, a całość trzyma się czystą bezczelnością. Krytycy nie wiedzieli, co z tym zrobić, i płyta prawie się nie sprzedawała. Trzy lata później miał ją w domu każdy początkujący zespół w Nowym Jorku i w Londynie.


Fun fact: pierwotny perkusista Billy Murcia zmarł w 1972 roku, jeszcze przed nagrywaniem debiutu, i zastąpił go Jerry Nolan. Zespołem zarządzał później Malcolm McLaren, ten sam człowiek, który potem zebrał Sex Pistols.

9. Iggy and the Stooges – Raw Power (1973)

Jeśli ktoś w 1973 roku brzmiał jak punk, zanim punk w ogóle istniał, byli to The Stooges. Trzeci album wyszedł im 7 lutego 1973 roku w Columbii, nagrywali go w Londynie w studiu CBS i całość stoi na duecie Iggy Pop i gitarzysta James Williamson. Większość utworów napisali razem. Ton Williamsona, suchy i bez odrobiny powietrza, do dziś służy jako punkt odniesienia, kiedy ktoś ma wytłumaczyć, jak ma brzmieć gitara przez porządnie przesterowany kanał.


Search and Destroy otwiera album riffem, który cztery lata później przepisała połowa londyńskich zespołów. Gimme Danger pokazuje drugą stronę, powolną i pełzającą, gdzie zamiast głośności rośnie napięcie. Album wtedy przepadł, a zespół rozpadł się krótko po nim. Sex Pistols i The Damned przyznawali się do niego później jak do podręcznika.


Fun fact: płyta istnieje w dwóch oficjalnych miksach. Ten pierwotny z 1973 roku zrobił David Bowie, który załatwił zespołowi także kontrakt z Columbią, gdy wytwórnia odrzuciła surowy miks zespołu. W 1997 roku album przemiksował sam Iggy Pop, a spory o to, która wersja jest lepsza, trwają do dziś.

8. Patti Smith – Horses (1975)

Patti Smith przyszła na scenę jako poetka, nie jako wokalistka, i właśnie dlatego z jej debiutu powstało coś, czego wcześniej nie było. Horses wyszły 10 listopada 1975 roku w Arista Records, nagrywano je we wrześniu tego roku w Electric Lady Studios, a produkował je John Cale z Velvet Underground. Nic nie było wygładzane. Wszystko podporządkowano słowu.


Album otwiera przerobiona Gloria Van Morrisona, którą Smith rozebrała i złożyła na nowo wokół własnej poezji. Dziewięciominutowa Land opiera się na starym przeboju Land of a Thousand Dances i zamienia się w strumień świadomości, jakiego wcześniej nikt na rockowej płycie nie wypuścił. Zespół za nią gra prosto, prawie garażowo, a kontrast z tekstami to dokładnie to, co zrobiło z Horses wzór dla wszystkiego, co przyszło później.


Fun fact: czarno-biały portret na okładce zrobił Robert Mapplethorpe, wtedy jeszcze nieznany fotograf i jej najbliższy przyjaciel, z którym wcześniej latami mieszkała. Biała koszula, marynarka przerzucona przez ramię, zero makijażu. Tę okładkę skopiowały od tamtej pory dziesiątki osób.

7. Stiff Little Fingers – Inflammable Material (1979)

Podczas gdy Londyn zajmował się skandalami w telewizji, w Belfaście punk grało się w mieście pełnym patroli i punktów kontrolnych. Stiff Little Fingers nagrali debiut w 1979 roku i stał się on w ogóle pierwszym albumem wydanym przez wytwórnię Rough Trade. Na brytyjskiej liście dotarł na 14. miejsce, co dla zespołu bez dużej firmy za plecami było niesłychane.


Głos Jake'a Burnsa brzmi jak gardło, które dawno temu odpuściło sobie krzyk. Teksty pisał razem z dziennikarzem Gordonem Ogilviem, który był jednocześnie menedżerem zespołu. Suspect Device mówi o tym, co dzieje się z człowiekiem, któremu dostatecznie długo powtarza się, po której stronie ma stać. Alternative Ulster wyszła jako singiel w październiku 1978 roku i stała się hymnem pokolenia, które nie chciało żadnej z oferowanych stron. To nie jest punk o nudzie na przedmieściach, tylko o mieście, w którym się strzelało.


Fun fact: nazwa zespołu nie jest ich własnym pomysłem. Wzięli ją z utworu Stiff Little Fingers z albumu Pure Mania, który w 1977 roku wydali londyńscy The Vibrators.

6. Wire – Pink Flag (1977)

Wire to byli czterej studenci sztuki, którzy spojrzeli na punk jak na materiał, a nie jak na styl życia. Pink Flag wyszedł 25 listopada 1977 roku pod szyldem Harvest, nagrywali go we wrześniu i październiku w Advision Studios, a produkował go Mike Thorne. Na płycie jest dwadzieścia jeden utworów, a całość trwa 35 minut i 26 sekund.


Zasada była prosta i bezkompromisowa. Kiedy wystarczał jeden riff, drugiego się nie dodawało, a kiedy refrenu nie trzeba było powtarzać, zespół po prostu przestawał grać. Field Day for Sundays trwa dwadzieścia osiem sekund. Kolejne utwory kończą się po czterdziestu pięciu. Obok nich stoją Ex Lion Tamer i tytułowy Pink Flag o normalnej długości i tym większym zasięgu. Z tej płyty wyrósł post-punk i amerykański hardcore, a kiedy puścisz ją w porządnych słuchawkach, słyszysz, jak to jest przemyślane.


Fun fact: utwór 12XU z tego albumu przejęli amerykańscy Minor Threat, a ich wersja wyszła w 1982 roku na składance Flex Your Head. Jeden z pierwszych łączników między brytyjskim punkiem a hardcore'em z Waszyngtonu.

5. Television – Marquee Moon (1977)

Television byli pierwszym zespołem, który Hilly Kristal wpuścił do CBGB. Niedzielną rezydenturę zaczęli tam 31 marca 1974 roku, a scenę zbudowali własnymi rękami. Trzy lata później, 8 lutego 1977 roku, wydali w Elektrze debiut, który z resztą sceny dzielił energię, ale nie podejście do gitary.


Marquee Moon to przede wszystkim płyta o dwóch gitarach. Tom Verlaine i Richard Lloyd nie grają akordów przeciwko sobie, tylko wokół siebie. Jeden prowadzi linię, drugi ją komentuje, a w dziesięciominutowym utworze tytułowym narasta to do solówki, która z bluesowymi kliszami nie ma nic wspólnego. Album produkował Verlaine razem z realizatorem Andym Johnsem, który wcześniej pracował z Rolling Stones. Że umieli też na trzy minuty, pokazują Venus i Friction.


Fun fact: pierwotnym basistą zespołu był Richard Hell. Odszedł jeszcze przed nagrywaniem, założył The Heartbreakers z byłymi członkami New York Dolls, a potem zespół Voidoids. Na Marquee Moon gra już Fred Smith, który wcześniej był w Blondie.

4. The Damned – Damned Damned Damned (1977)

Sex Pistols mieli skandale, The Damned mieli przewagę czasu. Ich singiel New Rose wyszedł 22 października 1976 roku i był w ogóle pierwszym singlem brytyjskiego zespołu punkowego. Album Damned Damned Damned poszedł za nim 18 lutego 1977 roku w Stiff Records i stał się pierwszym albumem wydanym przez brytyjski zespół punkowy. Na liście dotarł na 34. miejsce.


Nagrywano go w Pathway Studios z producentem Nickiem Lowe'em i brzmi dokładnie tak, jak w 1977 roku grało się na żywo. Szybko, brudno, bez poprawek. Neat Neat Neat ciągnie linia basu, Dave Vanian śpiewa, jakby właśnie wrócił z pogrzebu, a perkusista Rat Scabies wali w zestaw, jakby chciał go rozbić. Dla zespołów, które wtedy zaczynały, był to przede wszystkim dowód, że da się i bez dużej firmy za plecami.


Fun fact: The Damned byli też pierwszym brytyjskim zespołem punkowym, który zagrał trasę w Ameryce. Pierwsze dwa sety zagrali 7 kwietnia 1977 roku właśnie w CBGB.

3. Ramones – Ramones (1976)

To jest płyta, na której punk zmienił się z pomysłu w formę. Ramones wydali debiut 23 kwietnia 1976 roku w Sire Records i nagrali go w siedem dni, z czego trzy dni instrumenty i cztery dni wokale. Całość kosztowała 6400 dolarów. Producent Craig Leon powiedział później, że zrobić album w tydzień i za taką sumę było wtedy nie do pomyślenia.


Czternaście utworów, niecałe pół godziny, ani jednej solówki. Blitzkrieg Bop, Beat on the Brat, Judy Is a Punk i Now I Wanna Sniff Some Glue stoją na akordach barowych, które Johnny Ramone wali samymi uderzeniami w dół, na basie Dee Deego i na tempie, które nigdy nie zwalnia. Właśnie ta płyta przekonała setki ludzi, że na zespół wystarczy gitara, bas, zestaw perkusyjny i chęć. Kiedy Ramones latem 1976 roku zagrali koncerty w Londynie, na widowni siedzieli ludzie, którzy kilka miesięcy później nagrali kolejne płyty z tej listy.


Fun fact: ikoniczne zdjęcie czterech chłopa pod ceglaną ścianą zrobiła Roberta Bayley dla magazynu Punk i dostała za nie 125 dolarów. Wytwórnia wynajęła na okładkę renomowanego fotografa, ale zespołowi nie podobały się jego wygładzone kadry i przeforsował zdjęcie Bayley.

2. Sex Pistols – Never Mind the Bollocks, Here's the Sex Pistols (1977)

Jedyny album studyjny Sex Pistols wyszedł 28 października 1977 roku w Virgin Records. Radio odmawiało go grać, część sklepów odmawiała jego wystawienia, a mimo to zadebiutował na pierwszym miejscu brytyjskiej listy. Rzadko się zdarza, żeby jedna płyta w jeden rok zmieniła cały przemysł muzyczny. Ta to zrobiła.


Anarchy in the U.K., God Save the Queen, Pretty Vacant i Holidays in the Sun brzmią twardziej, niż się o punku zwykle mówi. Gitary Steve'a Jonesa są nawarstwione i potężne, więc album ma bliżej do hard rocka niż do trzech akordów w garażu. Nad nimi Johnny Rotten nie układa melodii, tylko atakuje. Żółto-różową okładkę z literami wyciętymi jak z gazet zaprojektował Jamie Reid i stała się jednym z najczęściej kopiowanych wizualnie albumów w historii muzyki. Znajdziesz ją także na muzycznym merchu.


Fun fact: przez jedno słowo w tytule album trafił do sądu. Menedżera sklepu Virgin w Nottingham, Chrisa Seale'a, aresztowano 5 listopada 1977 roku za to, że wystawił plakat z tytułem albumu, i oskarżono go na podstawie ustawy o nieprzyzwoitej reklamie z 1889 roku. Obronę przejął adwokat John Mortimer, który wyjaśnił przed sądem, że słowo bollocks to stare angielskie określenie bzdury. Sąd 24 listopada 1977 roku uniewinnił sprzedawcę.

1. The Clash – London Calling (1979)

Punk miał według wszystkich wytrzymać dwa lata i skończyć się. The Clash zamiast tego nagrali podwójny album, który wyszedł 14 grudnia 1979 roku w CBS i pokazał, że gatunek da się rozciągnąć, jak tylko chcesz. Nagrywali go od sierpnia 1979 roku w Wessex Studios przez jakieś pięć do sześciu tygodni z producentem Guyem Stevensem.


Na dziewiętnastu utworach znajdziesz punk, ska, reggae, rockabilly i soul, i nic z tego nie sprawia wrażenia wycieczki poza dom. Tytułowe London Calling to hymn o mieście, które czeka na katastrofę. The Guns of Brixton napisał i śpiewa basista Paul Simonon o dzielnicy, w której dorastał, a jej linia basu należy do najczęściej cytowanych w brytyjskim rocku. Rudie Can't Fail, Spanish Bombs i Death or Glory pokazują zespół, który już nikomu nic nie musi udowadniać. Jeśli masz kupić z tej listy jedną jedyną płytę na gramofon, kup właśnie tę.


Fun fact: zdjęcie na okładce zrobiła Pennie Smith 21 września 1979 roku w nowojorskim klubie The Palladium. Paul Simonon rozbija na nim swoją gitarę basową Fender Precision o scenę. Smith uważała zdjęcie za nieostre i nie do użytku, Joe Strummer i grafik Ray Lowry widzieli w nim dokładnie odwrotnie. Lowry dodał do niego różowy napis po lewej stronie i zielony przy dolnej krawędzi, dokładnie jak na okładce debiutu Elvisa Presleya z 1956 roku.

Punk się nie skończył, tylko się przeprowadził

Punk lat siedemdziesiątych nie trwał długo i część jego siły tkwiła właśnie w tym. W 1980 roku scena była już gdzie indziej. W Ameryce wyrósł z niej hardcore z zespołami takimi jak Dead Kennedys i Misfits, w Wielkiej Brytanii część muzyków zwróciła się ku post-punkowi i ciemniejszym rzeczom, jakie robili Joy Division.


Echo jednak nigdy nie ucichło. Bez tych dziesięciu płyt nie byłoby Nirvany, Green Day ani większości tego, co dziś powstaje w garażowych salach prób. A przede wszystkim punk nigdy nie był o sprzęcie. Wystarczy ci gitara, wzmacniacz, kilka kostek i chęć, żeby zagrać to głośno. Reszta to tylko głośność.


Jeśli bawią cię takie zestawienia, zajrzyj też do albumów, które zdefiniowały brytyjski heavy metal, grunge, nu metal, synth-pop lat 80. i boom bap.


Źródło zdjęć: Shutterstock, Wikipedia, Discogs

Punk - Płyty winylowe

Towar muzyczny