Top 10 albumów, które zdefiniowały grunge
Na początku lat 90. z Seattle nadeszła fala, która zmiotła nalakierowane włosy i długie solówki gitarowe. Grunge połączył brudne brzmienie efektów fuzz, ciężkie riffy i punkową szczerość. Odliczamy dziesięć albumów, bez których gatunek by nie istniał, od dziesiątego miejsca do pierwszego.
Na początku lat 90. z Seattle nadeszła fala, która zmiotła nalakierowane włosy Guns N' Roses i długie solówki gitarowe. Grunge połączył brudne brzmienie efektów fuzz, ciężkie riffy w duchu Black Sabbath i punkową szczerość. Był wściekły, wrażliwy i grany we flaneli. Odliczamy dziesięć albumów, bez których gatunek by nie istniał, od miejsca dziesiątego do pierwszego.
10. Temple of the Dog – Temple of the Dog (1991)
Najpiękniejszy album całej sceny powstał z żałoby. Chris Cornell napisał piosenki w pamięci swojego współlokatora Andrew Wooda, wokalisty Mother Love Bone, i nagrał je ze Stonem Gossardem, Jeffem Amentem, Mikiem McCreadym i perkusistą Mattem Cameronem.
Duet Hunger Strike to pierwsze nagranie z głosem Eddiego Veddera. Temple of the Dog stali się hitem dopiero rok później, gdy Pearl Jam i Soundgarden zawładnęli światem.
Fun fact: Vedder był w studiu tylko na przesłuchaniu do Pearl Jam. Dolny głos w Hunger Strike nagrał niemal przypadkiem, pomagając Cornellowi w refrenie.

9. Hole – Live Through This (1994)
Album, który do dziś żyje w cieniu jednej tragedii. Hole z Courtney Love na czele wydali go cztery dni po tym, jak znaleziono martwego Kurta Cobaina. Brzmi surowo, ale ma popowe refreny, których nie da się wyrzucić z głowy.
Doll Parts, Violet i Miss World wniosły do gatunku kobiecą złość i czarny humor. Krytycy uznali album za płytę roku, a on otworzył drzwi całej fali alternatywnych zespołów z wokalistkami na czele.
Fun fact: Basistka Kristen Pfaff zmarła dwa miesiące po premierze albumu. O wokalach w tle dwóch utworów do dziś mówi się, że należą do Cobaina.

8. Screaming Trees – Sweet Oblivion (1992)
Najbardziej pomijany duży zespół sceny. Screaming Trees przyjechali z małego miasta Ellensburg, a ich brzmienie miało psychodeliczny fundament z lat 60. Nad nim siedział baryton Marka Lanegana, najlepszego opowiadacza całej sceny.
Utwór Nearly Lost You trafił na ścieżkę dźwiękową filmu Singles i wreszcie wystrzelił zespół do radia. Album dowodzi, że grunge miał też melancholijną, opowiadającą stronę.
Fun fact: Zespół powstał w wypożyczalni kaset rodziców braci Connerów. Lanegan założył później z Laynem Staleyem projekt Mad Season i śpiewał też w Queens of the Stone Age.

7. Mudhoney – Superfuzz Bigmuff (1988)
Bez tej EP-ki grunge nie brzmiałby tak, jak brzmi. Mudhoney powstali z rozpadniętych Green River, a Mark Arm ze Steve Turnerem oparli całe brzmienie na przesterze wykręconym na maksa.
Utwór Touch Me I'm Sick stał się hymnem wytwórni Sub Pop, a płyta utrzymała się prawie rok na brytyjskiej liście indie. Nirvana otwarcie kopiowała Mudhoney i grała u nich na rozgrzewkę w małych klubach.
Fun fact: Tytuł to w istocie lista sprzętu. Pochodzi od dwóch efektów fuzz, których zespół używał, od Univox Super-Fuzz i Electro-Harmonix Big Muff.

6. Stone Temple Pilots – Core (1992)
Stone Temple Pilots przyjechali z San Diego i krytycy najpierw spisali ich na straty jako kopię Pearl Jam. Scott Weiland zagłuszył zarzuty charyzmą frontmana, a zespół postawił na gęsty groove i glamowy zamach.
Debiut przyniósł hity Sex Type Thing, Creep i przede wszystkim Plush, która dała zespołowi Grammy. Weiland później łączył światy scen, wystąpił gościnnie na albumie Significant Other Limp Bizkit i śpiewał w Velvet Revolver.
Fun fact: Zespół nazywał się początkowo Mighty Joe Young i musiał zmienić nazwę krótko przed premierą debiutu.

5. The Smashing Pumpkins – Siamese Dream (1993)
The Smashing Pumpkins nie byli z Seattle, ale z Chicago, a ich drugi album opiera się na przeciwnym podejściu niż reszta sceny. Billy Corgan zaprosił producenta Butcha Viga i nawarstwiał gitary elektryczne na dziesiątki śladów, aż uzyskał gęstą, senną ścianę dźwięku.
Today, Disarm i Cherub Rock wniosły do gatunku melodię i orkiestrową ambicję. Corgan komponował z całą baterią efektów gitarowych, a album do dziś jest podręcznikiem tego, jak nawarstwić przester i nie zgubić melodii.
Fun fact: Corgan większość partii gitar i basu nagrał sam, zamiast kolegów z zespołu. Nagrania się przeciągnęły, a budżet został przekroczony wielokrotnie.

4. Alice in Chains – Dirt (1992)
Najciemniejszy album całej sceny. Alice in Chains oparli brzmienie na obniżonych, dobijających riffach Jerry'ego Cantrella i na dwugłosach, w których jego głos przelewał się w głos Layne'a Staleya.
Teksty o uzależnieniu są surowe aż do dyskomfortu. Them Bones, Rooster i Would? należą do najlepszych rzeczy, jakie wyszły z Seattle, a album zdobył w USA poczwórną platynę. Brzmi jak metal, ale czuje się jak grunge.
Fun fact: Rooster to wietnamski przydomek ojca Cantrella i utwór jest o nim. Would? Cantrell napisał w pamięci Andrew Wooda z Mother Love Bone.

3. Soundgarden – Superunknown (1994)
Soundgarden byli z nich wszystkich najbardziej muzykalni. Głos Chrisa Cornella miał zakres, jakiego w gatunku nie miał nikt, a gitarzysta Kim Thayil postawił na nietypowe stroje i nieregularne metrum.
Album wszedł na pierwsze miejsce Billboardu i przyniósł Black Hole Sun, Spoonman oraz Fell on Black Days. Zespół zdobył za niego dwie nagrody Grammy i pokazał, że grunge radzi sobie z psychodelią i metrum siedmioósemkowym.
Fun fact: W utworze Spoonman na łyżkach naprawdę gra uliczny artysta Artis the Spoonman z Seattle. Cornell założył później Audioslave z muzykami z Rage Against the Machine.

2. Pearl Jam – Ten (1991)
Debiut Pearl Jam powstał z popiołów Mother Love Bone. Stone Gossard i Jeff Ament wysłali taśmę demo w świat, a w San Diego złapał ją nieznany surfer Eddie Vedder.
Vedder nagrał do niej teksty, przyjechał do Seattle, a dwa lata później zespół zbierał platynę za platyną. Alive, Even Flow i Jeremy zrobiły z albumu jeden z najlepiej sprzedających się debiutów rockowych w historii. W USA przekroczył trzynaście milionów egzemplarzy.
Fun fact: Tytuł Ten odnosi się do numeru koszulki koszykarza Mookiego Blaylocka. Zespół nazywał się początkowo dokładnie po nim.

1. Nirvana – Nevermind (1991)
Jedynka i godzina zero grunge w jednym. Drugi album Nirvany nagrał producent Butch Vig, a brudne brzmienie z Sub Popu dostało radiową czystość. Kurt Cobain, Krist Novoselic i nowy perkusista Dave Grohl zdążyli z nim w niespełna miesiąc.
Smells Like Teen Spirit zmieniła przemysł muzyczny w kilka tygodni. Utwory Come as You Are, Lithium i In Bloom zrobiły z albumu wypowiedź całego pokolenia, a w styczniu 1992 Nevermind zrzucił z pierwszego miejsca amerykańskiej listy album Dangerous Michaela Jacksona.
Fun fact: Na okładce płynie czteromiesięczny Spencer Elden, a jego rodzice dostali za sesję 200 dolarów. Cobain nigdy nie ukrywał, kogo kopiuje, wymieniał Pixies i Melvins. Po jego śmierci Grohl założył Foo Fighters.

Flanela wróciła, a grunge nigdy nie odszedł
Grunge wraca w pełnej sile. Klasyczne albumy wychodzą w remasterowanych reedycjach na płytach LP i CD, a nowe pokolenie dokupuje do nich flanelowe koszule. To muzyka, która nigdy nie udawała lepszej, niż była, i właśnie dlatego do dziś brzmi tak prawdziwie.
Jeśli cię wciągnął, puść go tak, jak ma brzmieć. Zbuduj kolekcję na gramofonie, dostrój dźwięk porządnymi słuchawkami i dorzuć merch swoich ulubieńców. Ciąg dalszy historii przeczytaj w naszym odliczaniu albumów, które zdefiniowały nu metal.