Wybierz kraj dostawy przesyłki

Top 10 albumów, które zdefiniowały brytyjski heavy metal

02.09.2026
6 min czytania
Monika Lužová
Heavy metal nie powstał w Ameryce, tylko w Birmingham. W 1965 roku prasa ucięła siedemnastoletniemu Tony'emu Iommiemu końcówki dwóch palców prawej dłoni. Lekarze powiedzieli, że z gitarą skończył. On zrobił sobie naparstki z butelki po płynie do naczyń, założył struny bandżowe i obniżył strój. To dziesięć albumów, na których stoi brytyjski metal.
Top 10 albumów, które zdefiniowały brytyjski heavy metal
Heavy metal nie powstał w Ameryce, tylko w Birmingham. W 1965 roku prasa w blacharni ucięła siedemnastoletniemu Tony'emu Iommiemu końcówki dwóch palców prawej dłoni, czyli tej, którą przyciska struny. To był jego ostatni dzień w tej fabryce. Lekarze powiedzieli mu, że z gitarą skończył. Iommi zamiast tego zrobił sobie naparstki z plastikowej butelki po płynie do naczyń i założył struny bandżowe, bo lekkich gitarowych wtedy nie produkowano. Żeby ciągnęły jeszcze mniej, gitarę dodatkowo obniżył. Dokładnie stąd pochodzi to ciężkie, mroczne brzmienie, które dziś gra cała planeta. To dziesięć albumów, na których stoi brytyjski metal. Żadnego nie powinno ci brakować w domu.

10. Saxon – Denim and Leather (1981)

Klasa pracująca z Barnsley w South Yorkshire. Saxon nigdy nie byli najlepiej ubranym zespołem sceny, ale bez nich nowa fala brytyjskiego heavy metalu nie miałaby tej szybkości. Wheels of Steel, Strong Arm of the Law i ten album to trójka płyt, na których stoi cała ta fala. Czwarty album wyszedł 25 września 1981, w Wielkiej Brytanii dotarł na dziewiąte miejsce i zdobył złotą płytę.


Wyszły z niego trzy single: And the Bands Played On, Never Surrender i Princess of the Night. Tytułowy Denim and Leather to jednak inna sprawa. Nie jest o zespole, jest o ludziach przed sceną, o tym, kto gdzie był, gdy to wszystko się zaczynało. Dlatego stał się hymnem całej sceny i dlatego Biff Byford śpiewa go na koncertach do dziś.


Fun fact: To ostatni album klasycznego składu. Perkusista Pete Gill odszedł po nim z zespołu z powodu urazu ręki.

9. Def Leppard – Hysteria (1987)

W sylwestra 1984 perkusista Rick Allen miał wypadek samochodowy i stracił lewą rękę. Zespół nie ogłosił przerwy. Producent Mutt Lange przekonał go, że grać można inaczej, a firma Simmons zbudowała mu elektroniczny zestaw, w którym partię brakującej ręki przejęły pedały nożne. Allen wrócił na scenę w 1987 z dwoma identycznymi zestawami na miarę i za bębnami Def Leppard siedzi do dziś.


Album powstawał ponad trzy lata i była to trzecia, a zarazem ostatnia praca Lange'a z zespołem. Dwanaście utworów, z których siedem zostało singlami: Animal, Women, Pour Some Sugar on Me, Hysteria, Armageddon It, Love Bites i Rocket. Sprzedał się w ponad 25 milionach egzemplarzy, więc to ich najlepiej sprzedająca się płyta.


Fun fact: Singlem stała się więc ponad połowa albumu. Za tą liczbą stoi obsesja Lange'a, żeby płyta brzmiała równie dobrze w aucie, na stadionie i z małego radia.

8. Rainbow – Rising (1976)

Kiedy Ritchie Blackmore odszedł z Deep Purple, z poprzedniego składu Rainbow zostawił jednego człowieka. Wokalistę Ronniego Jamesa Dio. Resztę zespołu poskładał od nowa: perkusista Cozy Powell, basista Jimmy Bain, klawiszowiec Tony Carey. W lutym 1976 zaszyli się w monachijskim studiu Musicland i skończyli w niecały miesiąc.


Na albumie jest sześć utworów i ani jeden słaby. Szczytem jest ośmiominutowy Stargazer o czarodzieju, który każe zbudować wieżę do gwiazd i zniewala do tego tysiące ludzi. Blackmore dobrał do niego członków Filharmonii Monachijskiej pod batutą Rainera Pietscha, a Dio dał występ, który wielu do dziś uważa za jego życiowy.


Fun fact: Album wyprodukował Martin Birch. To samo nazwisko zobaczysz w tym odliczaniu jeszcze raz, sześć miejsc wyżej.

7. Ozzy Osbourne – Blizzard of Ozz (1980)

27 kwietnia 1979 wyrzucono Ozzy'ego z Black Sabbath za alkohol i narkotyki. Wyglądało to na koniec, ale jeszcze w tym samym roku trafił w biurach Jet Records na dwudziestodwuletniego gitarzystę Randy'ego Rhoadsa z Quiet Riot. Rhoads nie był fanem Sabbathu i na przesłuchanie prawie nie dotarł. W końcu zagrał kilka flażoletów przez mały wzmacniacz ćwiczeniowy i Ozzy'emu to wystarczyło.


Skład uzupełnili basista Bob Daisley i perkusista Lee Kerslake, który wcześniej grał w Uriah Heep. Crazy Train napisali Osbourne, Rhoads i Daisley wspólnie, a jej riff do dziś należy do pierwszych rzeczy, których uczy się każdy początkujący gitarzysta metalowy. W Wielkiej Brytanii album ukazał się 12 września 1980, w Ameryce dopiero pół roku później.


Fun fact: Rhoads zginął 19 marca 1982, gdy mały samolot uderzył w autobus zespołu. Miał dwadzieścia pięć lat i zdążył nagrać z Ozzym dwa albumy.

6. Motörhead – Ace of Spades (1980)

Lemmy'ego wyrzucono z Hawkwind w maju 1975, po tym jak zatrzymano go za narkotyki na granicy kanadyjskiej. Motörhead założył zaraz potem. Bas grał jak gitarę rytmiczną, przez gitarowe wzmacniacze i z takim przesterem, że w trio zastępował drugą gitarę. Ace of Spades nagrali między 4 sierpnia a 15 września 1980 w studiu Jackson's w Rickmansworth z producentem Vikiem Maile'em, który wcześniej pracował przy nagraniach Jimiego Hendrixa, Led Zeppelin i The Who.


Maile dokonał trudnej rzeczy. Brzmienie zespołu na płycie uporządkował, ale nie odebrał mu ani brudu, ani tempa. Album wspiął się na czwarte miejsce brytyjskiej listy i do marca 1981 miał złotą płytę, więc jest komercyjnie najbardziej udany, jaki Motörhead nagrali. Tytułowy Ace of Spades to po Sabbathu najczęściej cytowany brytyjski riff metalowy, a (We Are) The Road Crew to hołd dla ekipy technicznej, jakiego nikt inny im nie złożył.


Fun fact: Zespół miał się pierwotnie nazywać Bastard. Menedżer Doug Smith to storpedował, mówiąc, że z taką nazwą nigdy nie trafią do najlepszego czasu antenowego, i wymyślił Motörhead. Lemmy później upierał się, że nazwę wybrał sam.

5. Deep Purple – Machine Head (1972)

Deep Purple dotarli 3 grudnia 1971 do Montreux z zamiarem nagrania albumu w miejscowym kasynie. Następnego dnia podczas koncertu Franka Zappy ktoś wystrzelił w trzcinowy sufit i kasyno spłonęło doszczętnie. Nikt nie zginął, ale zespół został bez studia i z wynajętym sprzętem. Organizator Claude Nobs znalazł im w końcu Grand Hotel, zamknięty poza sezonem.


Nagrywano od 6 do 21 grudnia, z mobilnym studiem Rolling Stones zaparkowanym przed hotelem. Jako pomieszczenie nagraniowe posłużyły dwa sąsiednie korytarze i łazienka, ściany wytłumiono materacami, a do pokoju z odsłuchem chodziło się po balkonach. W tych warunkach powstały Highway Star, Space Truckin' i Smoke on the Water, która nie jest metaforą, ale dosłownym opisem tego pożaru.


Fun fact: Tę samą ciężarówkę z mobilnym studiem Rolling Stones wynajęli w tym samym okresie także Led Zeppelin, nagrywając w wiejskim domu Headley Grange swój czwarty album.

4. Black Sabbath – Master of Reality (1971)

Black Sabbath są w tym odliczaniu dwa razy i nie jest to pomyłka. Jeśli Paranoid otworzył gatunek, ten album dał mu brzmienie używane do dziś. Tony Iommi obniżył na potrzeby nagrania gitarę o trzy półtony, do C#, żeby struny mniej ciągnęły i łatwiej mu się grało. Geezer Butler obniżył bas za nim, żeby wszystko do siebie pasowało.


Wynik jest mroczniejszy i brudniejszy niż wszystko wcześniej. Sweet Leaf otwiera album kaszlem i riffem, który wlecze się jak buldożer, a Children of the Grave to najlepszy dowód, że można być wolnym i wściekłym naraz. Właśnie to obniżenie stroju stało się fundamentem doomu, sludge'u i stoner metalu. Każdy zespół, który dziś gra wolno i nisko, wraca tutaj.


Fun fact: Iommi po urazie palców nie mógł przyciskać strun tak, jak chciał, a obniżony strój uprościł mu pracę. Z czysto praktycznej potrzeby powstało więc brzmienie, które dwadzieścia lat później stało za całą sceną stoner i doom.

3. Judas Priest – British Steel (1980)

Skórę i ćwieki wniósł do Judas Priest gitarzysta K. K. Downing jeszcze przed tym albumem. Zabrał Roba Halforda do londyńskiego sklepu S&M, razem się tam zaopatrzyli, a potem pokazali to reszcie zespołu. Na British Steel do tego wizerunku dołączyło brzmienie, które pasowało: dwugłosowe gitary Downinga i Glenna Tiptona oraz utwory przycięte do trzech, pięciu minut. Nagrywano w Tittenhurst Park, na siedemdziesięciodwuakrowej posiadłości, która wtedy należała do Ringo Starra, a wcześniej do Johna Lennona.


Breaking the Law i Living After Midnight to do dziś ich najczęściej grane utwory, a Metal Gods dała gatunkowi jedno z najbardziej znanych przezwisk. Album skończył na czwartym miejscu brytyjskiej listy, co było wtedy ich najlepszym wynikiem. W sierpniu 2026 zespół zagrał koncert w bratysławskiej Tipos Arenie.


Fun fact: Samplera wtedy nie mieli, więc dźwięki zrobili sami. Tłuczone szkło w Breaking the Law to prawdziwa butelka po mleku, a część dźwięków w Metal Gods powstała z uderzania kijami bilardowymi i tacami ze sztućcami. Ringo zabronił im jeździć po posiadłości na motocyklach i łowić ryby. Zespół to zignorował.

2. Iron Maiden – The Number of the Beast (1982)

Pod koniec 1981 Iron Maiden wymienili wokalistę Paula Di'Anno na Bruce'a Dickinsona, którego menedżer wyciągnął z zespołu Samson. To nie była zmiana kosmetyczna. Steve Harris przepisał sposób, w jaki komponuje, pod skalę Bruce'a, a po raz pierwszy w pisaniu wziął udział też gitarzysta Adrian Smith. Nagrywano w londyńskim Battery Studios z producentem Martinem Birchem, album ukazał się 22 marca 1982.


Wynik trzyma gatunek do dziś. Galopujący bas, dwugłosowe gitary i wokalista, który brzmi jak operowy tenor w skórzanych spodniach. Run to the Hills, The Number of the Beast i Hallowed Be Thy Name wystrzeliły zespół na stadiony, a album stał się pierwszym, z którym zdobyli szczyt brytyjskiej listy. W Ameryce grupy religijne paliły ich płyty, co było najlepszą reklamą, jaką mogli dostać.


Fun fact: Birch rozbił auto w deszczowy niedzielny wieczór zaraz po tym, jak skończyli utwór tytułowy. W warsztacie wystawili mu rachunek na 666 funtów. Tak go to przeraziło, że uparł się, żeby wypisali 667.

1. Black Sabbath – Paranoid (1970)

Jedynka i akt urodzenia całego gatunku. Black Sabbath nagrali album w czerwcu 1970 w londyńskich studiach Regent Sound i Island, między szesnastym a dwudziestym pierwszym dniem miesiąca, z producentem Rodgerem Bainem. Czterech chłopaków z Birmingham, którzy nie chcieli grać bluesa o miłości, tylko o wojnie, narkotykach i strachu. I znaleźli do tego brzmienie, jakiego wcześniej nikt nie użył.


Działało to prosto. Iommi przynosił riff, Ozzy znajdował do niego melodię, Geezer Butler dopisywał większość tekstów, a Bill Ward podkładał dobijający rytm. War Pigs to utwór antywojenny, Iron Man ma jeden z najcięższych riffów, jakie kiedykolwiek napisano, a Paranoid to jedyny singiel, z którym zespół wszedł do brytyjskiej top 20. Skończył czwarty. Album zajął pierwsze miejsce.


Fun fact: Płyta miała się nazywać War Pigs, ale wytwórnia przestraszyła się reakcji w trakcie wojny w Wietnamie. Tytułowy Paranoid zespół napisał i nagrał w dwadzieścia, dwadzieścia pięć minut jako wypełniacz, żeby album nie był krótki. Stał się ich największym hitem i album nazwano od niego.

Brytyjski metal gra dalej

Nic z tego się nie zestarzało. Klasyki wychodzą w remasterowanych reedycjach na płytach LP i CD, a Metallica do dziś gra utwory Diamond Head, od których się uczyła. Jeśli chcesz pójść głębiej niż pierwsza dziesiątka, puść Saxon, Whitesnake, Thin Lizzy i Venom.


A jeśli wciągnęło cię to na tyle, że chcesz to zagrać, zasada od czasów Iommiego się nie zmieniła. Potrzebujesz gitary elektrycznej, porządnego wzmacniacza i efektu, który poradzi sobie z przesterem bez rozmazywania dźwięku. Płyty puść z gramofonu, dostrój słuchawkami i dorzuć merch. Poprzedni odcinek serii mamy o nu metalu.


Źródło zdjęć: Shutterstock, Wikipedia, Discogs

Heavy Metal

Towar muzyczny